when it comes to dress
Jedno słowo: sukienka, a ja mam w głowie tysiąc myśli, o tym jak źle będzie leżeć i o tym jak trudno dobrać ją do mojej figury. Jestem w tej chwili posiadaczką dwóch sukienek wyjściowych i dwóch letnich. Zakładam je jednak bardzo rzadko gdyż wolę wcisnąć się w ukochane jeansy niż chodzić z nogami nieokrytymi żadnym materiałem. W sukience zobaczyć mnie można na pewno na arcyważnych uroczystościach rodzinnych, ale nigdzie indziej mnie w niej będzie. Skąd wziął się ten lęk przed obcisłą\zwiewną\luźną\dopasowaną\nieważne jaką sukienką? Może tym, że nawet jako mała dziewczynka wolałam spodnie i nie zanosi się bym zmieniła swoje zdanie w tym temacie... Przynajmniej do pewnego czasu, gdy znajdę taką, której nie będę chciała zdjąć.
A gdy już pokocham sukienki zawisną w jakimś widocznym miejscu w moim pokoju. No może (na pewno) po prostu schowam je do szafy, ale takie plany co do ich eksponowania mogę sobie na razie mieć...
ja tez nie przepadalam za sukienkami, az tu nagle jestem ich fanka :)
OdpowiedzUsuńaleksandra-fortuna.blogspot.com